Dekret Trumpa i lekarze

Donald Trump sprawuje urząd od trzech tygodni, a już Departament Sprawiedliwości ma do rozstrzygnięcia zmagania prawne, których rezultat może dotknąć tysięcy ludzi i wpłynąć na kierunek, w którym będzie podążać prezydentura Trumpa. Chce on za wszelką cenę przeforsować, zakaz podróży do USA migrantów z siedmiu, głównie muzułmańskich krajów, w obawie przed groźbą ataków terrorystycznych, których mogliby dopuścić się pochodzący stamtąd imigranci. Uczestnicy masowych protestów przeciw temu rozporządzeniu powołują się na jego sprzeczność z konstytucją. Rzecznik Białego Domu uważa, że konstytucja jest po stronie prezydenta. Przeciwna rozporządzeniu jest też amerykańska służba zdrowia. Jaki to ma związek z rozporządzeniem Trumpa w sprawach imigracyjnych? Otóż lekarze obcokrajowcy praktykujący w Stanach Zjednoczonych stanowią ważną grupę pracownikow służby zdrowia, szczególnie na prowincji, gdzie z dostępem do lekarza bywa różnie. Lekarze z importu pracują w prowincjonalnych szpitalach, szpitalach dla weteranów czy w lokalnych przychodniach. Według statystyk, 42% wizyt u lekarzy na amerykańskiej prowincji to wizyty składane u lekarzy pochodzących zza granicy. Lekarze zagraniczni idą pracować tam, gdzie nie chcą pracować amerykańscy lekarze. Absolwent Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harwarda na pewno nie podejmie pracy w klinice gdzieś hen na prowincji. To praca dla lekarzy, którzy studiowali za granicą i nostryfikowali swój dyplom w USA. W całych Stanach Zjednoczonych pracuje ponad 15 tysięcy lekarzy pochodzących z 7 państw muzułmańskich, które chce objąć zakazem przyjazdu do USA prezydent Donald Trump. 9 tysięcy wywodzi się z Iranu, 3,5 tysiąca z Syrii i ponad 1,5 tysiąca z Iraku. Dane te pochodzą z firmy Medicus, zajmującej się rekrutacją do pracy w USA lekarzy o poszukiwanych specjalnościach. Doktor Hooman Parsi, wybitnie utalentowany onkolog z Iranu jest posiadaczem wizy wydawanej osobom o „nadzwyczajnych zdolnościach i osiągnięciach". Miał on zacząć przyjmować pacjentów w San Bernardino w Kalifornii. Ale dr Parsi utknął w oczekiwaniu na wizę. Stany Zjednoczone cierpią na ciągły niedostatek lekarzy mimo, że od 2002 roku otwarto tu 31 nowych akademii medycznych. Wielu absolwentów zagranicznych szkół medycznych posiada wizy „J” dające im 3 lata na odbycie stażu w USA. Oprócz zaliczenia stażu muszą zdać egzamin na licencję lekarską. Urodzeni za granicą lekarze, po wygaśnięciu ich wizy, są zobowiązani powrócić do krajów, z których pochodzą, ale mogą uzyskać przedłużenie wizy jeżeli zgodzą się pracować na wskazanych przez Amerykańską Administrację Zdrowia terenach z niedoborem lekarzy. Później mogą wystąpić o zieloną kartę i po jej otrzymaniu  mogą już praktykować w dowolnie wybranych miejscach.

Wojciech Minicz

Archiwum

1 2 3 4 5