Trump

Najbardziej boską rzeczą daną ludziom jest ... władza. Tak przynajmniej twierdzili starożytni Rzymianie i trzeba przyznać. że  mieli sporo racji. Wybory prezydenckie w USA to długa niczym maraton, nieprzebierająca w środkach, łącznie z bójkami na wiecach wyborczych, sięgająca po seks i wielkie pieniądze - walka o władzę, która pasjonuje niczym niezły serial. Ale pod koniec  Amerykanie mieli już dość ekranów telewizorów, z których o każdej porze wyglądali a to Hillary Clinton, a to Donald Trump, by po obrzuceniu się nowymi inwekytwami ustąpić miejsca w reklamach kandydatom na senatorów, kongresmanów, sędziów, skarbników etc. Trump wygrał, trzeba przyznać, w wielkim stylu. Zapewnił sobie nie tylko miejsce w Białym Domu na najbliższe cztery lata, ale także dał Republikanom przewagę w obu izbach kongresu. Gdy odwiedził Chicago i spotkał się z Polonią zapewniał, że już w ciągu pierwszych stu dni załatwi Polakom zniesienie wiz i zwrot smoleńskiego wraku przetrzymywanego przez Rosję. Ale może okazać się, że wygranie wyborów było łatwiejsze niż realizacja obietnic wyborczych. Jest ich długa lista i wcale nie widać wśród nich polonijnych spraw. Na pierwszy ogień Trump chce znieść Obamacare i zadać decydujący cios Państwu Islamskiemu. Co do muru na granicy z Meksykiem, sztandarowego postulatu Trumpa, z którym stawał do kampanii, to sztab wyborczy prezydenta-elekta zwraca uwagę, że część muru już istnieje w postaci płotów, zapór i sprzętu elektronicznego strzegącego granicy. Chodzi więc tylko o jego dokończenie. W krótkim przemówieniu wygłoszonym po oznajmieniu wyników wyborów Trump mówił w pojednawczym tonie, że będzie prezydentem wszystkich Amerykanów i, że w stosunkach międzynarodowych będzie stawiał Amerykę zawsze na pierwszym miejscu. Sprawa powołania specjalnej komisji śledczej, która miałaby zbadać rolę Hillary Clinton w dopuszczeniu do złamania tajności poczty internetowej, która przechodziła przez jej ręce, nie wydaje się być na liście najważniejszych spraw do załatwienia mimo, że Trump mówił o tym dosyć często, szczególnie w końcówce kampanii. Mogłoby to wznowić animozje między zwolennikami i przeciwnikami Trumpa, których jest niemal połowa. I to do nich specjalnie mówił Trump podczas wieczoru wyborczego. “Wyciągam ręce również do tych, którzy mnie nie akceptują".

 

Wojciech Minicz

Archiwum

1 2 3 4 5