Co może prezydent?

W tym roku kandydaci na prezydenta, podobnie jak  kandydaci przed nimi, mówią nieustannie o tym jak rozwiną gospodarkę jeżeli zostaną wybrani do Białego Domu. Kandydat Republikanów, Donald Trump, obiecał, że pod jego rządami gospodarka amerykańska stanie się znowuż dynamiczna i będzie rosła na bezprecedensową skalę - 6% rocznie. Hillary Clinton, reprezentująca w pojedynku wyborczym Partię Demokratyczną, jest wprawdzie bardziej ostrożna z obietnicami, ale również ma sporą ich listę i chce, na przykład, podwyższyć dochody klasy średniej i zapewnić Ameryce długotrwały rozwój gospodarczy. Udając się do urn wyborczych Amerykanie stawiają zazwyczaj na kandydata, który - jak sądzą - zapewni im gospodarkę ich pragnień. A kandydaci, podczas wystąpień bardzo chętnie przedstawiają wyborcom wizje rozwoju. Gospodarka jest sprawą, na której wyborcom najbardziej zależy, ale - jednocześnie - jest zagadnienem, na które prezydent ma stosunkowo niewielki wpływ. Od zakończenia II wojny światowej eksperci notują długotrwały trend polegający na tym, że gospodarka ma się lepiej pod rządami demokratów niż republikanów. Eksperci, badający tę sprawę, doszli do wniosku, że jest to po prostu kwestia szczęścia. Ale są też sprawy gospodarcze, na które prezydent wywiera, w większym lub mniejszym stopniu, swój wpływ. Na przykład polityka podatkowa może zwiększyć, lub zmniejszyć różnice dochodów, co jak dowiedziono ma wpływ na rozwój gospodarczy. Ważne jest obsadzanie przez prezydenta kluczowych stanowisk jak Bank Rezerwy Federalnej czy Departament Pracy. Bez pakietu stymulacyjnego, o który zabiegał i przepchnął przez Kongres prezydent Obama, gospodarka amerykańska niemal na pewno pogłębiłaby się w recesji, a wyjście z recesji trwałoby znacznie dłużej. Nowy prezydent, który zostanie zaprzysiężony w styczniu przyszłego roku, będzie miał z pewnością pewien wpływ na gospodarkę. Jeżeli prezydentem zostanie Donald Trump to z góry wiadomo, że jego priorytetami będą wymiana handlowa z zagranicą i polityka imigracyjna. Szczegóły planu Trumpa ulegają ciągłym zmianom i w zależności od kursu, który obierze, jego plan może pomóc gospodarce USA przez ukrócenie manipulacji walutowych prowadzonych przez Chiny, lub spowodować utratę milionów miejsc pracy jeżeli Trump zdecydowałby się na wojnę handlową. Jeżeli prezydentem zostałaby Hillary Clinton wówczas niemal z pewnością pierwszą sprawą na jej agendzie będzie przeforsowanie płatnego urlopu macierzyńskiego, obowiązującego w całym kraju, a także podwyższenie płacy minimalnej. Płatny urlop rodzinny może pozwolić ludziom na pozostanie w jednym miejscu pracy bez konieczności szukania pracodawcy, który płaci za urlop rodzinny-macierzyński. Podwyżka minimalnych zarobków spowoduje przyrost dochodów, co może stać się stymulantem gospodarki.

 

Wojciech Minicz

Archiwum

1 2 3 4 5