Przegrani

W prawyborach, które niczym wielka batalia, przetoczyły się przez Amerykę, najwięcej jest przegranych. Samych republikanów wystartowało aż 18, było więc kogo posyłać na szafot. Wyborcy szybko rozprawii się z ich planami i nadziejami, a media o nich zaraz zapomniały, choć jeszcze nie tak dawno dawały im szansę na Biały Dom. Najbardziej spektakularną klęskę poniósł republikański senator Marco Rubio, przegrywając prawybory na Florydzie, a więc w stanie, który reprezentuje w Senacie USA. Gorzej już nie można. Dwa dni po wyborach Rubio powrócił do pracy w biurze na Kapitolu, gdzie oklaskami powitali go pracownicy biura. Senator prezentował się dobrze i wcale nie wyglądał na polityka, który nie widząc dla siebie jakichkolwiek szans zrezygnował z kampanii i jest ogarnięty polityczną żałobą, jak to mu niektórzy imputowali. Był zrelaksowany, bo został uwolniony od morderczego zadania jakim jest prowadzenie kampanii w wyborach prezydenckich, kiedy każda doba przynosi coś nowego, a kandydat musi być przygotowany na wszystko i sensownie odpowiadać na pytania reporterów nawet późną nocą. Kampania prezydencka Marco Rubio rozpoczęła się przed 11 miesiącami, ale tak na dobrą sprawę obserwatorzy polityczni śledzili jego każdy krok już od pięciu lat, kiedy wygrał wybory do Senatu, a magazyn Time okrzyknął go „Zbawcą republikanów”. I teraz, po raz pierwszy od 5 lat, Rubio nie odbywa kolejnej podróży kampanijnej, ani nie przygotowuje się do takiej podróży, ani też nie prowadzi kampanii o ponowny wybór. Teraz Marco Rubio skupia się na - jak to sam powiedział -  załatwieniu wszystkich spraw, które czekają na niego w Senacie. Jako pretendent do Białego Domu Rubio był nieustannie krytykowany przez swych rywali, że nie przykłada należytego wysiłku w realizowanie zadań jakie stoją przed nim jako senatorem i że opuścił więcej ważnych głosowań w Senacie niż którykolwiek z jego kolegów, na co Rubio opowiada, że nigdy nie opuszcza ważnych głosowań. Wyborcy jednak mają mu najwyraźniej za złe sposób sprawowania urzędu senatora skoro w prawyborach na Florydzie Rubio przegrał w każdym powiecie za wyjątkiem jego rodzinnego Miami Dade. Z Florydy do Białego Domu startował też Jeb Bush, który chciał nawiązać do tradycji rodzinnej i jako trzeci z klanu Bushów zostać prezydentem. Rodzina odniosła się do tego projektu bez specjalnego entuzjazmu, a mama - pani Barbara - powiedziała, że już dosyć Bushów służyło Ameryce na najwyższym urzędzie  i że już wystarczy. Później wprawdzie zmieniła zdanie i poparła Jeba, ale tę pierwszą wypowiedź wyborcy zapewne dobrze zapamiętali, bo Jeb mimo dobrych notowań jakie miał rządząc Florydą jako gubernator wypadł w prawyborach nie najlepiej i zrezygnował. Galerię przegranych, a jest ich wielu, zamyka senator Ted Cruz, który, bywało, deptał po piętach Donaldowi Trumpowi i nie dawał za wygraną do ostatnich chwil, kiedy jednak musiał uznać, że to  niemożliwe by wygrać i zrezygnował przegrywając nie tylko z Donaldem Trumpem, ale również z matematyką.

Wojciech Minicz

Archiwum

1 2 3 4 5