Iowa

Mamy za sobą prawybory w Iowa, pierwszy, ważny etap morderczego, politycznego maratonu jakim są w Stanach Zjednoczonych wybory prezydenta. Wszystko rozpoczęło się w ubiegły poniedziałek, 1 lutego, od rolniczego stanu Iowa, gdzie  wyboru delegatów na konwencję demokratyczną i republikańską dokonuje się na zebraniach wyborczych, które Amerykanie nazywają caucuses. Całe wybory zakończą się  na przełomie roku w Waszyngtonie, gdzie zgromadzą się elektorzy, by ostatecznie potwierdzić wybór prezydenta. Później będzie już tylko inauguracja. Prawybory, jak te w Iowa, różnią się od klasycznych wyborów, podczas których zaznacza się na karcie wyborczej swoich kandydatów i wrzuca się kartę do urny. Różnica polega na tym, że wyborcy gromadzą się w punktach wyborczych, których w Iowa jest około 1200. Mieszczą się one w szkołach, bibliotekach, remizach strażackich, a nawet w prywatnych domach, jeżeli w okolicy brak odpowiedniego lokalu. Spotykają się tam osobno republikanie i osobno demokraci. Dzieli ich także sposób w jaki głosują. Republikanie dyskutują między sobą na temat kandydatów, a następnie wypisują ręcznie na kartce nazwisko kandydata, na którego pragną oddać głos i wrzucają kartkę do urny. Demokraci dyskutują w grupach, które się zmieniają, nawet kilkukrotnie i to może potrwać. Uczestników grup podlicza się ręcznie, a wynik przekazywany jest do komisji wyborczej. A więc system rodem jeszcze z XIX wieku, gdyby nie to, że ostateczne wyniki i demokratów i republikanów z danego okręgu wyborczego przekazywane są do stanowej komisji wyborczej za pomocą smartfonu ze specjalnym programem. I tutaj kłania się już XXI wiek. W Iowa, co ciekawe, można się zarejestrować do wyborów nawet w wyborczy wieczór. Stawką w Iowa było 30 delegatów na konwencję republikańską, która nominuje republikańskiego kandydata do Białego Domu i 44 delegatów, którzy na konwencji demokratycznej dokonają wyboru swojego kandydata na prezydenta. Wyniki głosowania w Iowa są o tyle istotne, że po raz pierwszy i wyborcy i kandydaci mogą się dowiedzieć jaki jest prawdziwy rozkład sił. Bo do czasu tych prawyborów preferencje wyborcze określano w oparciu o ankiety badania opinii publicznej, a te - jak wiemy - mijają się często z prawdą. Mógł się o tym przekonać Donald Trump, uważany przed prawyborami w Iowa za lidera wśród republikańskich pretendentów do nominacji prezydenckiej. Wynik prawyborów zepchnął go na drugie miejsce. Pierwszy zameldował się na mecie republikańskich prawyborów senator Ted Cruz, którego Trump starł się podczas swej kampanii lekceważyć i zmarginalizować. Nie przyniosło to oczekiwanego rezultatu, a Trump pewny zwycięstwa, bo tak wróżyły mu ankiety, musiał pogodzić się z drugim miejscem i czterema punktami straty do senatora Cruza. Wśród demokratów w Iowa zwyciężyła Hillary Clinton, której przez całą kampanię dzielnie sekunduje małżonek i polityczny weteran - Bill Clinton.

 

Wojciech Minicz

Archiwum

1 2 3 4 5