Gwardia cudzoziemska

O tym problemie niejednokrotnie już pisałem i mówiłem na radiowej antenie. W polonijnych zespołach coraz więcej cudzoziemców. Przyczyna jest prosta – coraz trudniej pozyskać rodzimych, polskich piłkarzy. Jest ich coraz mniej, bo z kraju nad Wisłą praktycznie już zawodnicy nie przyjeżdżają. Istnieje wprawdzie pewna nadzieja, że po spodziewanym - chociaż jeszcze nie w tym roku – zniesieniu wiz do USA dla Polaków – sytuacja nieco się zmieni, ale nie sadzę, by nastąpił jakiś masowy napływ piłkarzy z Polski. Dlatego wiele naszych klubów z konieczności zatrudnia cudzoziemców, najczęściej Latynosów, ale i Amerykanów. Rekord pod tym względem pobiła Warta, bowiem w jej zespole w Major Division ligi National nie ma już ani jednego Polaka. To zespół tylko z nazwy polski, ma oczywiście polskie korzenie i polskiego prezesa - Joe Telucha. Ten otwarcie mówi dlaczego tak się stało. "Polscy piłkarze są rozpuszczeni. Chcą pieniądze za grę, a nic nie grają. Ja mam chłopaków (Latynosów – przyp. wk), którzy grają bardzo dobrze, i to wyłącznie dla przyjemności". Podoba mi się takie stanowisko prezesa Warty. Sprawa postawiona jasno – jeśli gra dla przyjemności nie satysfakcjonuje cię, to szukaj innego klubu. To przecież sport amatorski! W klubie Eagles pierwszym cudzoziemcem, jaki pojawił się w zespole był Jose Cervantes. Trafił do klubu jako 10-latek. Było to gdzieś przed 40 laty. Pewnego dnia przechodził ze swoim ojcem kolo parku, w którym ćwiczyły dzieci AAC Eagles pod wodza Tadeusza Mocnego, kierownika sekcji młodzieżowej. Ojciec późniejszego wieloletniego bramkarza Eagles zapytał p. Mocnego, czy jego syn mógłby dołączyć do jego grupy ? "Dlaczego nie" - odparł p. Tadeusz. I tak zaczęła się kariera Jose Cervantesa, doskonałego bramkarza, który związał się nie tylko z polskim klubem, ale i z... Polką, z która się ożenił. Dzisiaj w barwach Eagles występuje z powodzeniem jego syn Eryk, którego już chyba nie można traktować jako cudzoziemca. W kadrze Eagles znajduje się obecnie czterech obcokrajowców – Amerykanie Andy Lynch i Kyle Boekeloo oraz Meksykanie Nestor Hernandez i Victor Martinez. W najstarszym polonijnym klubie - Wiśle w praktyce nie ma cudzoziemców, bo występujący z powodzeniem w zespole Czech Michael Nemec, to zawodnik z polskim rodowodem (bo jeden z rodziców jest Polakiem). Nemec zresztą bronił barw Polski w ostatnim Pucharze Narodów ligi National. W obu tych zasłużonych klubach od lat prowadzona jest systematycznie praca z najmłodszymi, z dziećmi polskich rodzin. I to daje efekt. W Wiśle osiem zespołów juniorskich; w Eagles Akademia Piłkarska.

 

Dostałem ostatnio do publikacji na mojej stronie szereg zdjęć najmłodszych piłkarzy tej akademii z ich ojcami - piłkarzami, byłymi zawodnikami bądź trenerami. Uczą się tutaj piłkarskiej sztuki m. in.: Daniel Hickiewicz z zespołu under-6 (ojciec Jacek, zawodnik Szymańskiego); Kuba Wrotoń z u-6 (ojciec Tomek, trener Poloneza), Victor Ziarek z u-11 (ojciec Przemek, grający trener Igloopolu); Kuba i Mateusz Drążek z u-6 i u-8, synowie trenera Tomka z Akademii; Patryk Łoś, under-5 (ojciec Marek, bramkarz Eagles), Kuba Nowacki z under -7 (ojciec Marek. b. zawodnik Eagles), Mateusz Niemczyk z under-6, syn Zbyszka z Błyskawicy North over-30; Krystian Havran z under-13, syn Mirosa z Błyskawicy North over-30 i trenera Eagles u-13; Damian Pudełko z under-13, syn Roberta z Tarnovii over-30; Alex Wałęga z under-11, syn Artura z Calisii over-30; Alex Kociołek z under-12, syn Jurka z Eagles over-40; Kuba Tyszka z u-7 i Adam Tyszka z u-10, synowie Darka Tyszki z Podhala over-40; Kamil Macko u-9 i Michał Macko z u-12, synowie Andrzeja Macko z Calisii over-30. Wielu z tych młodych zasili już za kilka lat polonijne zespoły seniorskie polonijnych klubów. Problemem pozostaje obowiązek występowania uczniów college w barwach swych uczelni. Dotyczy to jesieni, gdy zawodnicy muszą reprezentować barwy swoich zespołów z college. I mają zakaz gry w tym okresie gdziekolwiek indziej. I od tego nie ma odwołania, bo przecież otrzymuj 61; stypendia. Ale zarówno zimą, jak i wiosną oraz przez część lata są oni do dyspozycji polonijnych klubów. Kolejną przyczyną angażowania cudzoziemców są – wspomniane już na wstępie - finansowe wymagania niektórych rodzimych piłkarskich gwiazd. Nie ważne, w którym polonijnym klubie zaczął się ten fatalny zwyczaj, że najlepszym zaczęto płacić (podobno w niektórych przypadkach nawet 300-400 dol. z mecz). Ta plaga przyczyniła się do podkupywania przez zamożniejsze kluby zawodników z innego klubu, ale później także do zniknięcia z mapy kilku takich klubów, jak mistrz ligi Metropolitan Polonia Mielec, kolejny mistrz tej ligi, a zarazem amatorski wicemistrz USA – Błyskawica czy czterokrotny mistrz Polonijnej ligi Piłkarskiej – Podlasie. Gdy zabrakło sponsorów, chętnych wypłacania premii, opłacani zawodnicy rezygnowali z dalszej gry, a klub zmuszony był zawiesić swą działalność. Nie unikniemy już tego, że polonijne zespoły będą mieszane. Czasy, gdy np. w Lidze Podhalańskiej występowali zawodnicy tylko z jednej wioski i od tej wsi brała się nazwa klubu,, już dawno minęły. Chociaż są do dzisiaj kluby, jak np. Ratułów, który nie ma w swych szeregach cudzoziemców, ale też nie składa się już wyłącznie z górali. Z istnieniem gwardii cudzoziemskiej w polonijnych zespołach musimy się pogodzić.

Wiesław Książek

Archiwum

1 2 3 4 5