Krzysztof Hołowczyc nie zawiódł w Missouri

Ogromnym zainteresowaniem cieszył się krótki pobyt w Chicago najlepszego polskiego kierowcy rajdowego – Krzysztofa Hołowczyca. W naszym mieście gościł przejazdem, w drodze na rajd “100 akrów lasu” w Missouri. Mistrz kierownicy zdążył jednak uczestniczyć w zorganizowanej przez odrodzony Autoklub Polski w Ameryce otwartej konferencji prasowej, na której zjawiły si prawdziwe tłumy sympatyków tego sportu. Pytania do Hołowczyca dotyczyły zarówno ostatniego Rajdu Dakaru, w którym Hołowczyc zajął dziewiąte miejsce, jak i startu w Missouri. Opowieści rajdowych zarówno kierowcy, jak i jego pilota Macieja Wisławskiego było bez liku, a konferencja trwała ponad 2 godziny. Kibice liczną grupą dotarli następnie do Missouri, gdzie w miejscowości Salem nastapił srart, a później usytuowano tam metę dwudniowego “100 Acre Wood Race”, drugiej eliminacji rajdowych mistrzostw USA. Nadzieje na sukces były. No bo jak – jeden z czołowych kierowców świata miałby się nie uporać z czołówką amerykańskich rajdowców, którzy rzadko poakcja się na innym kontynencie, a przeważnie ścigaja się między sobą, we własnym kraju? Nie ukrywano zatem przed startem, że ambicje i marzenia kibiców były wyższe niż najniższy stopień podium. Jak się później okazało, te nadzieje nie miały podstaw. Krzysztof Hołowczyc z pilotem Maciejem Wisławskm zajęli ostatecznie trzecie miejsce. Hołowczyc nie był gorszym kierowcą od tego, który wygrał po raz szósty ten rajd – Kena Blocka, czy drugiego na mecie Davida Higginsa. Miał jednak wyraźnie słabszy, wolniejszy samochód i to zadecydowało, że na mecie stracił do zwycięzcy aż 9 minut i 10.7 sek. Samochód Hołowczyca na pewno nie spisywal tak jak samochody Blocka czy Higginsa. Tamte zdecydowanie przewyższały go swoimi możliwościowi. Hołowczyc jechał bardzo poprawne, równo, płynnie, ale trochę wolniej. Trzeba sobie otwarcie powiedzieć, że nadzieje na wygranie tego bardzo trudnego rajdu były nieuzasadnione. Samochód Blocka osiągał 500 koni mechanicznych, drugiego na mecie Higginsa 450 KM, a Hołowczyca początkowo nieco ponad 210 KM, w trakcie rajdu udało się poprawić jego osiągi, ale i tak skończyło się tylko na ok. 300 KM. Ponadto samochody ekip fabrycznych korzystają z ogromnego budżetu. Przygotowanie do tego rajdu wozu zwycięzcy Kena Blocka kosztowało podobno aż 1.3 mln, dol. Na dodatek był to rajd „suchy” - wysuszona nawierzchnia żwirowa umożliwiła jazdę przy dużych prędkościach, co preferowało samochody szybsze, mocniejsze.

 

Gdyby było mokro – błoto czy śnieg, dużą rolę – ale chyba i tak nie decydującą – odegrałaby technika jazdy, w której na pewno Krzysztof Hołowczyc górował. Tak więc cieszmy się z miejsca na podium, bo na więcej niż trzecią lokatę naszego najlepszego kierowcy na tym sprzęcie i w tych warunkach nie było po prostu stać. Trzecie miejsce załogi Krzysztof Hołowczyc – Maciej Wisławski jest najlepszym dotychczasowym rezultatem Polaków w historii „100 Acre Wood Rally”. Przed rokiem polonijny kierowca Roman Pakos z Bartoszem Sawickim zajęli siódme miejsce ze stratą 10 min. do zwycięzcy. W roku 2010 najlepszy z polonijnych rajdowców Arkadiusz Gruszka z Dominikiem Jóźwiakiem ukończyli rajd na dziewiątym miejscu ze stratą ponad 12 minut. W 2009 i na starcie stanęła załoga z Polski: Andi Mancin z Maciejem Wisławskim. Na mecie byli na piątej pozycji, ale z niewielką stratą do zwycięzcy - tylko 2.49 min. Samochód mieli znakomity i doskonale przygotowany, ale chyba umiejętności kierowcy nie sprostały wówczas wyzwaniu. W tym roku samochód był słabszy, za to kierowca znakomity, co dało parze: Hołowczyc – Wisławski wysoką, trzecią lokatę. Dziekujemy im za to co pokazali, dziękujemy także polonijnemu rajdowcowi Arkadiuszowi Gruszcze, który sprowadził na ten rajd załogę z Polski, ale i użyczył im swojego samochodu. W rajdzie uczestniczyły ponadto trzy załogi polonijnych rajdowców z Chicago - niesety żadna z nich nie dotarła do mety. Roman Balda z pilotem Piotrem Boczkiem, miał „spotkanie” z drzewem już w pierwszym dniu rajdu. Piotr Fetela (z pilotem Ray Vambutsem) „złapał” najpierw jedno koło, potem drugie, następnie jedno wymienił, później jechał na „kapciu”, złapał spóźnienie, w końcu został ukarany za zbyt szybką jazdę na objazdówce i wycofany z rajdu. Roman Pakos (z pilotem Maciejem Sawickim) w pierwszym dniu nie dojechał po problemie z kołem,a w drugim dniu – już tylko w rajdzie regionalnym - jechał ładnie, ale w końcówce zgiął wahacz i samochód skręcał wyłącznie w prawo. W rezultacie i on musiał zrezygnować. Tak więc najlepszy historii występ polskiego kierowcy na amerykańskiej ziemi należy wciąż do nieżyjącego już Janusza Kuliga, który w 2004 roku, wraz z pilotem Jarosławem Baranem w eliminacji rajdowych mistrzostw USA w Chattanooga zajął drugie miejsce, przegrywając walkę o końcowy triumf różnicą... jednej sekundy!

Wiesław Książek

Archiwum

1 2 3 4 5