Egzamin na obywatelstwo amerykańskie

Kto oczekuje na urzędowe dokończenie spraw emigracyjnych może liczyć na korzystne decyzje po wymianie osoby gospodarza Kapitolu. Nasz rodak, pan Zenon dawno złożył dokumenty w odpowiednim urzędzie, odbył spotkania i czekał na termin egzaminu aby w trybie naturalizacji, w pełni korzystać z uroków amerykańskiej demokracji. Nastrój nadziei, optymizmu wahał się u niego z nastrojem niepewności, z obawą o odpowiedzi po angielsku na pytania, których treść przyprawia o zawrót głowy. Dodatkowe obawy powodowała postawa jego kuzynki. Przy okazji rodzinnych spotkań wyśmiewała językowe pomyłki Zenona, jego akcent i rozpaczliwe powtarzanie jakiegoś słówka. Chodzi o te określenia, które on uznał za poprawne, a w angielskim nikt o tym nie słyszał. Wśród polonijnych myślicieli, językoznawców, ekspertów życia na emigracji i terapeutów po uniwersyteckich zmaganiach na you tube szukał pan Zenon osoby życzliwej, która nie będzie ustawicznie przypominać mu o pieniądzach. Zresztą temat waluty, wizerunków prezydentów na banknotach dobrze jest znać niezależnie od potrzeby zaliczenia egzaminu na obywatelstwo amerykańskie. Pan Zenon pracował od świtu do nocy w branży budowlanej. Miał mało czasu aby myśleć o załataniu ubytków w uzębieniu, ukształtowaniu zgryzu i zadbaniu o pozostałe walory męskiej urody. Zimą, gdy na dachach śnieg leży a wykończeniówka drzemie starał się uczyć na pamięć trudnych wyrazów z książeczki do egzaminu na obywatelstwo amerykańskie. Im dłużej  trwała nauka, tym mniej słówek udawało się powtórzyć z pamięci. Zastanawiał się czy istnieją jakieś specjalne zachęty, aby podstawowe słówka języka angielskiego wskakiwały do głowy, z gwarancją zaliczenia egzaminu za pierwszym razem. Zenon notował rozmaite numery telefonów i umawiał się na spotkania. Nauka nie sprawiała mu problemu, tylko zdobyta wiedza nie chciała „trzymać się głowy”. Przed wyznaczonym terminem egzaminu Zenon odwiedził dentystę. Nie spodziewał się negatywnej oceny stanu uzębienia swojej górnej szczęki. Stomatolog zdecydował, że trzeba usunąć kilka przednich zębów górnej szczęki. I udało się to z pomocą chirurga. Jednak na egzamin p. Zenon udał się z pustostanem w górnej szczęce. Pierwsze pytanie o datę amerykańskiej Deklaracji nie sprawiło mu trudności, odpowiedział poprawnie. Egzaminator pytał też o pogodę, inne codzienne sprawy, jakby chciał potwierdzić wiedzę ogólną. I na te pytania pan Zenon znał odpowiedź. Każde najkrótsze zdanie, wypowiedziane po angielsku wprowadziło go w tak dobry nastrój, że obdarzył egzaminatora szerokim uśmiechem. Widok pustostanu górnej szczęki u petenta spowodował, że egzaminator nie mógł powstrzymać śmiechu. Więc i pan Zenon zaczął się śmiać. I tak w atmosferze wesołości zaliczył najtrudniejszy egzamin swojego amerykańskiego życia w Wietrznym Mieście. Jako bonus, po powrocie do domu otrzymał kwaśny grymas niedowierzania od kuzynki, która nie może pogodzić się, że Zenon będzie aplikować o paszport amerykański, że ma swoje miejsce wśród obywateli tego kraju. Tak więc zaliczył dwa szczęścia w jednym dniu. W prywatnych rozmowach z osobami zainteresowanymi zawodową pomocą w procesie naturalizacji, okazuje się, że egzaminatorzy notują coraz mniej powodów do szyderczej radości przy odpytywaniu naszych rodaków podczas egzaminu w języku angielskim. Nauka języka angielskiego, niezależnie od wieku studenta, może sprawiać dużo satysfakcji. Tym bardziej gdy realnie wróciła możliwość zdawania egzaminu w trybie łatwiejszym, o czym wielu szczęśliwców zdołało się już przekonać. Niech żyje Ameryka!

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13