Promocja Polski w Wietrznym Mieście

Promocja Polski w Wietrznym Mieście to temat znany i obszerny jak osadnictwo, rozwój kultury czy postęp w biznesie. Czy potrzebna jest promocja Polski? Komu ma służyć: rodakom czy cudzoziemcom? Jeśli Amerykanom, to w jakim celu, skoro po pewnym czasie i my stajemy się Amerykanami. Asymilujemy się szybciej niż inni, a więc po co komu promocja? Aby nas poznali i polubili ci, którzy jeszcze nie znają nas i naszych osiągnięć. Na codzień trudno głosić o zaletach, o tym jak piękną jest nasza historia, jak bardzo jesteśmy odważni, religijni i pracowici, jak solidne są nasze produkty, jak smaczne i zdrowe potrawy i napoje. Czym wyróżnia się nasza społeczność wśród innych w Wietrznym Mieście? Niektórzy twierdzą, że mimo wielu zalet lubimy sobie po prostu ponarzekać. Czy Polonia w Wietrznym Mieście ma powody do narzekania? Czy tylko na pogodę i podatki w Wietrznym Mieście? W rozmowach, na spotkaniach towarzyskich, przed mikrofonem słychać czasem zastrzeżenia o traktowaniu rodaków, członków naszej polonijnej społeczności w amerykańskich instytucjach. Zaczęło się od informacji jakoby ulubiony proboszcz jednej z polonijnych parafii na przedmieściu, szykanowany był przez biskupa. Nieutulony w żalu i mimo wsparcia parafian, proboszcz zrezygnował z tej funkcji. Czy wywiązywał się z obowiązków, między innymi finansowych względem Archidiecezji? Nie ma trudnych pytań i nie na każde znajdziemy odpowiedź. Podobny stopień trudności napotykamy w poszukiwaniu dogodnego i bezpłatnego miejsca do parkowania w downtown. Tym bardziej chwali się, gdy pewnego dnia do osób czekających w urzędzie sekretarza stanu, zwraca się nasz rodak z pytaniem: "ktoś potrzebuje parkingu? Mam jeszcze wolną godzinę". Taka oferta jest nie do odrzucenia. Innym razem w cukierniach, popularnej sieci DD ktoś zostawia aktualny kupon na kawę albo chocolate milk, nie mówiąc o wspomożeniu centem, quodrem a nawet dolarem kogoś w potrzebie, kto nie dysponuje końcówką gotówki przy zakupach. Wraz z ociepleniem, na skrzyżowaniach zatrzymują się kierowcy, wspierając okolicznych jałmużników, niezależnie od wieku, płci, rasy, urody lub jej braku. Rodaków w Wietrznym Mieście poznajemy po akcesoriach na karoserii samochodu; wożą białego orzełka na czerwonym tle albo emblemat polskiego regionu z napisem, wskazującym na korzenie właściciela. Kogo to boli? Instytucje rejestrujące skargi mieszkańców wykazują, że żale wśród naszej polonijnej społeczności zajmują statystycznie najniższe pozycje. Z wyjątkiem jednego urzędu, raczej nie skarżymy na siebie. Donosy wśród rodaków w Wietrznym Mieście, jako archaiczne określenie przekazu informacji, zdarzają się jeszcze przy określeniach źródeł wiadomości. Promocja ojczystego kraju na emigracji odbywa się poprzez bezpośrednie kontakty. Najbardziej cenne jest poznawanie po owocach i bieżąca weryfikacja postaw. Lepsze to i bardziej skuteczne niż sążniste raporty o wydatkach na międzyresortowe zespoły zadaniowe, rejestrowane fundacje w celu promocji korzystnego wizerunku Polski poza granicami kraju, z zarządami, radami nadzorczymi i kosztownym doradztwem włącznie i oczywiście pod warunkiem dysponowania wielomilionowym funduszem między innymi na wyprawy zamorskie.

Barbara Marta Żmudka

Archiwum

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11