Krukowski, Andrzej

01 Stycznia 2017

Jak sugeruje samo nazwisko - wolny ptak. Zawód wyuczony i wykonywany - aktor. Zawód uzupełniający - przystojniacha. Człowiek, który żadnej pracy się nie boi. Równie dobrze może jeździć na „taryfie” po Chicago, co i grać w filmie na pirackich Karaibach, u boku samego Johnny Deppa. A jedno i drugie robi z jednakowym zaangażowaniem i pasją. Urodził się w Augustowie, ale mimo to nie jest zawzięty, jak chyba niemal każdy rodak z Mazur. Po „filmówce” w Łodzi i otarciu się o sławnych, polskich reżyserów, wywiało go na dobre do Stanów. Gdzie siedzi już tak długo, że niektórzy podejrzewają, iż jeszcze z Johnem Kennedy’m chodził na panienki. Właśnie... Odnośnie panienek warto zauważyć, że Andrzej ma u nich branie, jak nie przymierzając  legendarny Rudolf Valentino. Czasem zresztą można odnieść wrażenie, że obaj są podobni. Oczywiście zewnętrznie. Andrzej ma bowiem tę przewagę nad Rudolfem, że operuje na ekranie nie tylko ciałem, ale i głosem. A głos ma prawie tak samo uwodzicielski, jak reklamy środków na męską potencję w programach telewizyjnych - przepraszamy za wyrażenie - TVN. Filmografia Andrzeja jest niemal tak długa, jak lista jego podbojów sercowych. I o ile z tej pierwszej kategorii możemy wymienić np. „Sforę”, „Świadka koronnego” czy „Zawód: Amerykanin”, o tyle drugą kategorię taktownie pominiemy, choć znalazły się w niej znane nazwiska. Jeżeli chodzi o role - zagra wszystko i wszystkich. Poczynając od postaci w starobaśniowych klimatach, poprzez filmy sensacyjne, a na deskach teatralnych kończąc. Niestety, jak większosć doskonałych, choć nielicznych aktorów polonijnych pozostaje nie do końca wykorzystany dla ludzkości. A mielibyśmy dla niego role, oj mielibyśmy. Np. z powodzeniem mógłby zagrać sympatycznego łajdaka, łamiącego: wrogom szczęki, w bankach - sejfy, a w życiu prywatnym - damskie serca, i to hurtowo. Andrzej ma wyraźne zadatki na taką postać. Już samo jego spojrzenie spode tzw. łba, w konwencji gniewnego, wczesnego Jamesa Deana spod grzywy ciemnych włosów może uwodzić skuteczniej, niż kolacja z szampanem „Dom Perignon” i ośmiorniczkami a’la Radosław Sikorski. Andrzej, „wystawiony” na rynku filmowym w Stanach jako aktor, gotowy do współpracy z najlepszymi nazwiskami amerykańskimi, wspiera też - w miarę możliwości - środowisko polonijne. I gdy trzeba, chętnie zagra nawet w spektaklu dla dzieciaków czy w produkcji kabaretowej lżejszego kalibru, mając u boku kolegów, dość odległych od Hollywood. Zna doskonale miejscowe realia, ale nie unika polskiego rynku filmowego i telewizyjnego. Czasem można go oglądać w zróżnicowanych produkcjach, gdzie sprawdza się w najróżniejszych rolach. Niektórzy namawiają go, by - jak wielu innych - wracał na stałe na ojczyste śmieci, ale Andrzej najwyraźniej zaraził się nieuleczalną Ameryką. I ma tu jeszcze wiele do zrobienia. W kontaktach personalnych jest bezpośredni i potrafi przyciąć ostrym, ale dobrym i pouczającym humorem. Uczynny. I atakuje tylko wtedy, gdy naprawdę musi. Słowem - brat-łata. Bez przerwy aktywny. I jeżeli akurat nie oferuje odbiorcom nowej roli filmowej, telewizyjnej lub teatralnej, to może z równym wdziękiem sprzedać ubezpieczenie lub zaproponować rajd „taryfą”. Żonglując wieloma karierami i zawodami, nie robi przy tym z siebie męczennika aktorskiego cierpiętnictwa. Co - niestety - jest powszechną przypadłością polonijnych ludzi filmu, telewizji i teatru. W przeciwieństwie do nich, nie zmienia też imienia i nazwiska w obcym środowisku. Nie chce się amerykanizować na siłę. I zamienić się w jakiegoś polonijno-jankesowskiego aktora o nazwisku Andy Raven. Ale i bez podobnego naciągania rzeczywistości da sobie radę. Czy to w Stanach, czy też w RP. Z kopyta mógłby w USA zagrać choćby nawet samego Donalda Trumpa. A nad Wisłą -  np. Józefa Piłsudskiego, Lecha Wałęsę, Bronisława Komorowskiego czy Janosika, by wspomnieć tylko kilku najwybitnieszych rodaków. Słowem, Ameryka nadal leży u stóp Andy Crow, czy też raczej - naszego Andrzeja Krukowskiego. I jeszcze nieraz o nim usłyszymy. Radzimy więc już teraz brać od niego autograf. Może się okazać, że z czasem będzie to niezła inwestycja.

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

Powrót