Sojka-Topór, Mirosława

25 Października 2016

Kobieta imion dwojga i talentów chyba z kilkudziesięciu. Z których największym jest piękny śpiew. Z podwójnym nazwiskiem Miry jest pewien problem. Amerykanie (np. na YouTube) trzymają się wersji Sojka-Topor. A Polacy próbują Sojka-Topór. Albo nawet Sójka-Topór. I spekulują na potęgę, skąd wzięło się tak ciekawe nazwisko. Czyżby od tego, że sójka - jak wiadomo - pięknie śpiewa. A topór z kolei ostro tnie. A więc, w przypadku Miry mielibyśmy interesujące połączenie sztuki wokalnej z... wojenną. Wokal ostry, jak brzytwa. My, z czystego patriotyzmu, nazwisko Miry piszemu z „o” z kreską... Inni doszukują się przy okazji rodzinnych powiązań ze Stanisławem Sojką. Wybitnym skądinąd wokalistą. Tym od m.in. „papieskich kremówek”, na które w Wadowicach chadzał gimnazjalista Karol Wojtyła. Stanisław Sojka też jest znany z częstych koncertów dla Polonii. Konkretnych danych na temat pokrewieństwa z Mirą jednak - niestety - nie mamy. Dywagacje o pochodzeniu, koneksjach rodzinnych i trafności nazwiska pozostawmy jednak językologom oraz plotkarzom. A sami pogadajmy o tym, co najważniejsze. Mianowicie o... urodzie Miry.  A jest o czym mówić! O wyglądzie Sojki-Topór krążą już legendy. Mimo dojrzałego, matczynego wieku, łączy umiejętnie jurne walory urody góralskiej z ceperskim wdziękiem i zwiewnością. Co - przyznajmy - nieczęsto się kole Zakopanego zdarza. Słowem - piękna szarotka na samym szczycie surowego Giewontu. Ale, żeby nie przesłodzić, musimy też to i owo skrytykować. Szczególnie owo... Otóż Mira ma pewien, typowo ceprowski, feler - mianowicie nie posiada wydatnego, orlego nosa podhalańskiego. Co jednak niektórzy (my też) uznają mimo wszystko za spory plus, bez obrazy dla tradycyjnego wyglądu sporej liczby „orlich” górali. Mirosława Sojka-Topór składa się jednak nie tylko z samych walorów zewnętrznych. To przede wszystkim głos. I to jaki! Czysty sopran. Tak mocny, że gdy Mira ma zacząć śpiewać na bankiecie, wszyscy wiedzą, że trzeba wcześniej szybko pić, bo kryształowe kieliszki, szklane butelki, a podobno nawet porcelanowe plomby pękają. Dlatego też, na występach Miry, spożycia nie ma. Jest dopiero po... Mira ma szkolony głos, nad którym świetnie panuje. Nie ma w jej wokalizie żadnego przypadku. I - co ciekawe - umiejętnie łączy repertuar klasyczny z ludowym (cztery płyty kompaktowe z zespołem „Goranie” mówią same za siebie!). Pod tym względem nawiązuje do tradycji największych div sceny operowej czy operetkowej, które pełną (i najczęściej bardzo bujną) piersią potrafią przekazać to, co w tradycji muzyki klasycznej i ludowej najważniejsze: autentyczność. Wystarczy posłuchać choćby „Gdyby rannem słonkiem...” w wykonaniu Miry, by przekonać się, że nasz folklor to nie tania cepeliada, tylko poważna sztuka. Zresztą, nie wierzcie na słowo, tylko zapytajcie np. samego Wojciecha Kilara... Sojka-Topór jest obecnie dyrektorem muzycznym w parafii św. Cyryla i Metodego w Chicago, znanego z mocnych, polskich akcentów. Nic dziwnego, bo przygotowanie zawodowe ma, jak mało kto. Jeszcze w Polsce, przez 12 lat uczyła się grać na fortepianie, w szkole muzycznej. Kończyła m.in. renomowaną, krakowską Akademię Muzyczną. A w Stanach ukończyła studia w Roosevelt University (ach ten sopran!) i zrobiła „magisterkę” w  DePaul University, w dziedzinie wokalistyki. Nie tylko śpiewa, ale i gra. Jako organista w różnych kościołach ma już 20 lat doświadczenia. Nie jestem pewna, czy obecnie są z tego zadowolone - mówi z uśmiechem - ale mam nadzieję, że w przyszłości będzie z tego jakiś pożytek. My też! I już nie możemy się doczekać na „Sojka-Topór Uorkiestra”. Choć strach pomyśleć, co jeszcze wywiną w dziedzinie muzycznej dzieciaki Miry, skoro mama aż tak wysoko podniosła poprzeczkę. Nic dziwnego, że czwórkę swych dzieci, również muzycznie uzdolnionych, zachęca do gry na różnych instrumentach.

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

Powrót