Frukacz, Andrzej

04 Października 2016

Niektórzy uważają, że Andrzej Frukacz był już na pokładzie statku „Mayflower”, który dobił do amerykańskiej ziemi z pierwszymi osadnikami z Europy. Skąd takie przypuszczenie? Stąd, że Andrzej imał się w Stanach chyba każdego biznesu i gdzie nie popatrzeć, tam widać ślady naszego rodaka. Który - w dodatku -  w wielu dziedzinach odniósł sukces. A niektóre z tych sukcesów eksportował nawet do Polski. Tytuł naukowy uniwersyteckiego doktora socjologii łączy z niesamowitą żyłką do interesu. Jak wieść gminna niesie, to on, jeszcze w latach 80. XX w. sprowadził do Polski z USA nowoczesny przemysł drukarski i komputerowy. Nie mówiąc już o biznesach dodatkowych, jak np. „tojtoje” - przenośne ubikacje. I to jeszcze w czasach, gdy to się nikomu nie śniło, a tubylcy zwyczajowo robili po krzakach... Największy sentyment Andrzej miał jednak od zawsze do papieru. I to - żeby była całkowita jasność - nie toaletowego. Chodzi o drukowany... To on zakładał nowoczesną prasę polonijną w Stanach, w okresie, gdy np. chicagowski „Dziennik Związkowy” drukował informacje sportowe z dwutygodniowym opóźnieniem, korzystając z przesyłki z Polski, w butelkach po „Żytniej”, przez Atlantyk. Na koncie zawodowym ma m.in. założenie tygodników „Rewia” i „Sport Review”. Wydawał kalendarze, sportowe czy papieskie wydawnictwa okazjonalne, pamiętniki, wspomnienia, i co tylko jeszcze dało się czytać. W sumie, pracowała u niego cała czołówka polskich dziennikarzy, nie tylko sportowych, chociaż to do sportu miał szczególny sentyment. I to w czasach, gdy skład komputerowy dopiero raczkował i trzeba było niemalże w całości kompletować numer metodą ręcznej wyklejanki. A najważniejszym narzędziem pracy dziennikarskiej był... klej i nożyczki. Andrzej Frukacz założył w Chicago znaną w całych Stanach sieć księgarń „Exlibris”. Dziś, w dobie internetu i elektronicznego pisma obrazkowego, czytelnictwo oraz sprzedaż książek mocno podupadła, ale lata temu był to złoty (i pożyteczny) interes. Andrzej, jako pierwszy (kto wie, czy nie na świecie) wprowadził np. sprzedaż literatury... na wagę. Niektórzy marudzili, że to nie kapusta czy kiełbasa, ale metoda przyjęła się i była niezwykle skuteczna. Stosowana jest zresztą po dziś dzień. A wzięło się to stąd, że za książki, przysyłane z Polski, płaciło się od wagi. I dzięki Andrzejowi Frukaczowi, niejeden z rodaków ma na półce w salonie sześć funtów Henryka Sienkiewicza, cztery - Wisławy Szymborskiej i dwa - Michaliny Wisłockiej, skoro o żelaznych, polskich bestsellerach mowa. Andrzej Frukacz ma też osiągnięcia w dziedzinie obyczajowej. I można go uznać za prekursora np. Komitetu Obrony Demokracji. To on bowiem wprowadził do polonijnej mody męski kolczyk i kucyk, który obecnie pozostaje głównym znakiem wywoławczym i postulatem programowym Mateusza Kijowskiego, szefa KOD-ziarzy po obu stronach oceanu. Różnica pomiędzy dwoma tymi dżentelmenami jest jednak taka, że Andrzej  płaci alimenty oraz ma realistyczne i zdrowe spojrzenie  na rzeczywistość, z czym lider KOD-u miewa poważne problemy. Obok książek, pasją Andrzeja bywają też kobiety. Sam już chyba nie pamięta, ile to razy musiał dzielić małżeński biznes po kolejnym rozstaniu. A mimo to nadal doskonale prosperuje. I nigdy nie narzeka na piękniejszą płeć. Pod tym względem jest chlubnym wyjątkiem rodzaju męskiego. BTW - byłe partnerki też nie narzekają. I nikt nie wie, jak on to robi, że po rozstaniu nie musi wynajmować ochroniarzy... Zawsze pozostaje otwarty na nowe możliwości biznesu, zarabiania,  inwestowania. Stad, kupił już podobno jedną piątą Kostaryki, rozgląda się za polami naftowymi w Nigerii i niewykluczone, że niedługo zajmie się np. produkcją wina w Chile. Na razie jednak nadal organizuje polonijne targi książki. I okazjonalnie wydaje ciekawsze pozycje amerykańskie w Polsce. Chadza przy tym własnymi ścieżkami. I niełatwo go namierzyć publicznie. Bez przerwy ma bowiem coś do roboty. Co ciekawe, swe książki nie tylko sprowadza i sprzedaje, ale też czyta. Tym samym znacznie zawyża wskaźniki czytelnictwa narodu polskiego, który z tym ma ostatnio, w dobie rozbuchanego kapitalizmu, pewne problemy. Gdyż, najpopularniejsze obecnie nad Wisłą pozycje literackie to książki... telefoniczne, czekowe oraz skarg i zażaleń. Z Andrzejem można pogadać na każdy temat. I zawsze ma coś ciekawego do powiedzenia. Nadawałby się idealnie na politycznego komentatora radiowo-telewizyjnego spraw polskich. Choć z drugiej strony, nie wykazywałby wskazanej przy tego typu robocie agresywności, ze skakaniem rozmówcy do gardła włącznie. Znany jest z tego, że bardzo o siebie dba. Chyba jedyny przedstawiciel swego pokolenia, który ma jeszcze własne zęby (aparat korekcyjny zakładał w wieku dojrzałym). I jada sałatki warzywno-owocowe, zamiast owłosionej golony. Oszczędnie przy tym korzysta z pokus życia. Ale jakby było trzeba, to jeszcze ostro zawalczy, jak za młodszych lat. O czym książkę możnaby napisać... Taką na co najmniej pięć kilo...

ANDRZEJ WĄSEWICZ

Dodaj komentarz

 

Juli 25.10.2016 16:16:44
Dziś usłyszałam rozmowę z Andrzejem Furkaczem na Polonii. Bardzo interesujacy człowiek. Znałam jego wydawnictwo Ex libris,wydajace ksiażki Waldemara łysiaka, którego lubię czytać. Teraz w internecie czytam fajne ciekawostki o Furkaczu. Daj nam Boże więcej taaakich emerytów. Ten jest super!
Powrót