Polski prawnik skazany na 4 lata za szpiegostwo na rzecz Rosji

20 Marca 2017

Oskarżony o szpiegowanie na rzecz rosyjskiego wywiadu Stanisław S. - skazany. Za udział w działalności GRU wymierzonej przeciwko Polsce warszawski sąd wymierzył mu karę czterech lat więzienia. Obrona zapowiedziała apelację. Nieprawomocny wyrok wobec Stanisława S. wydał warszawski Sąd Okręgowy. Sąd ogłosił publicznie sentencję wyroku, ujawnił też fragmenty uzasadnienia. Sędzia Agnieszka Domańska wskazała w nim, że od 2012 roku, po spotkaniach operacyjnych z oficerami GRU, Stanisław S. przeszedł przeszkolenie wywiadowcze i zobowiązał się do postawionych przez GRU zadań - uzyskania informacji, w tym niejawnych, o polskiej energetyce, przede wszystkim o gazoporcie. Według sądu, Stanisław S. zobowiązał się między innymi do "uzyskania dostępu i skopiowania" niejawnego raportu NIK w sprawie umów gazowych oraz gazoportu i o terminie jego otwarcia. Dostał się też na posiedzenie sejmowej komisji do spraw energetyki w celu zdobycia "nieoficjalnych informacji" w tej sprawie. Ponadto dokonał też rozpoznania polskich dziennikarzy z branży energetycznej pod kątem ich wykorzystania w promowaniu polityki rosyjskiej. "W tej konkretnej sprawie działanie przeciwko interesom Rzeczypospolitej Polskiej miało miejsce w aspekcie szkodzenia między innymi interesom ekonomicznym w kontekście bezpieczeństwa, w tym zwłaszcza energetycznego" - mówiła uzasadniając wyrok sędzia Agnieszka Domańska. Stanisław S. oraz podpułkownik Wojska Polskiego Zbigniew J. zostali aresztowani w październiku 2014 roku. Sprawy wojskowego i cywila łączą się, ale - jak twierdzi prokuratura - mężczyźni ze sobą nie współpracowali. Obaj mieli szpiegować na rzecz rosyjskiego wywiadu wojskowego. W zeszłym roku Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie skazał J. na 6 lat więzienia . W przypadku Stanisława S. będzie apelacja. Jak powiedział po rozprawie mecenas Grzegorz Kucharski, obrona kwestionuje prawidłowość wprowadzenia do procesu jednego z kluczowych dowodów. Nie chciał jednak ujawnić, o jaki dowód chodzi.

Dodaj komentarz

Powrót