Izba Gmin znów zablokowała przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii

10 Września 2019

Izba Gmin znów zablokowała przedterminowe wybory w Wielkiej Brytanii. Chciał ich Boris Johnson, ale przegrał z opozycją już po raz drugi. Brytyjczycy nie pójdą więc do urn 15 października, a premier nie zdoła przekreślić ustawy zakazującej mu wyjścia z Unii bez umowy. Za wnioskiem premiera o rozwiązanie parlamentu było 293 posłów. Przeciw - 46. Nie uzyskano jednak wymaganej przez prawo większości 2/3 głosów. Opozycja sprzeciwiła się wnioskowi, bo chciała mieć gwarancję, że premier nie zdecyduje się na twardy brexit. Z kolei Boris Johnson chciał przedterminowych wyborów, by mieć szansę na uzyskanie większości i przekreślenie uchwalonej przez posłów ustawy wiążącej mu ręce: zakazującej brexitu bez umowy, w zamian zobowiązującej go do przedłużenia członkostwa w Unii. "Choć politycy opozycji uciekają od swego obowiązku, by odpowiadać przez tymi, którzy dali nam te miejsca, to nie mogą uciekać wiecznie. Przyjdzie jeszcze czas!" - deklarował tuż po ogłoszeniu wyników premier, dodając, że nie zgodzi się na opóźnienie brexitu i obiecując, że uzyska umowa brexitową z Unią. Lider opozycji Jeremy Corbyn odpowiadał krytyką, między innymi tego, że premier Johnson zdecydował się wczoraj na zawieszenie parlamentu. To zgodne z prawem, bo zawieszenie zawsze poprzedza mowę tronową podczas której rząd prezentuje swój program. Ale krytycy - w tym opozycja - przekonani są, że sprawa ma drugie dno. "Premier zamyka parlament, by uniknąć sytuacji, w której parlament kontroluje rząd. Dokładnie to dziś premier zrobił. I to chce uczynić całemu krajowi" - mówił polityk lewicy. Zawieszenie parlamentu potrwa do 14 października. Nie będzie więc wyborów w połowie października, choć fakt, że nikt w Izbie Gmin nie ma większości sugeruje, że przyśpieszone głosowanie to i tak coś, co Brytyjczków czeka jeszcze przed końcem roku. "Gdy tylko przedłużenie członkostwa w Unii stanie się faktem, będziemy mieli wybory, a Boris zostanie wymieciony z rządu" - deklarował szef Szkockiej Partii Narodowej Ian Blackford. Co więcej, w mocy pozostaje parlamentarna blokada twardego brexitu. Kluczowa data to 19 października. Według prawa to do tego dnia Boris Johnson musi uzyskać umowę, a także zgodę na nią ze strony posłów, lub też zgodę na brak porozumienia. Obie te opcje są mało prawdopodobne. Inny scenariusz zakłada, że zobowiązany do tego ustawą premier może złamać wielokrotne składane obietnice i prosić o przesunięcie brexitu do końca stycznia przyszłego roku. W Izbie Gmin Boris Johnson po raz kolejny to wykluczył. Wreszcie, premier może podać się do dymisji lub - teoretycznie - złamać prawo i nie zastosować sie do ustawy uchwalonej przez posłów i lordów oraz podpisanej przez królową. Wczorajszy Daily Telegraph pisał, że otoczenie Borisa Johnsona poszukuje "kruczków prawnych" pozwalających na częściowe jej obejście. Rząd Borisa Johnson liczy też na to, że Unia Europejska może stracić cierpliwość i nie zgodzić się na kolejne przedłużenie. Początkowo kraj miał opuścić Wspólnotę z końcem marca.

Dodaj komentarz

Powrót